01 mar 2013
marzec 1, 2013

Głogowianin nad Ebro

0 Comment

Nie ma w Polsce wędkarza, który by nie marzył o wędkowaniu nad rzeką Ebro. Nie raz oglądaliśmy zdjęcia i filmy z wielkimi sumami, karpiami czy sandaczami z tego regionu – Rozpoczyna relację za swojej wyprawy Adam Borysiewicz z Głogowa – Postanowiłem to sprawdzić. Wyprawa odbyła się w terminie 16.09 – 23.09. Samolot do Barcelony za, niewiele ponad 400 zł, potem wystarczyło tylko dostać się do Caspe i polskiej bazy wędkarskiej. Na miejscu spotkałem kilku Polaków, którzy kategorycznie stwierdzili – ”jak raz się tu pojawisz to będziesz wracał jak nad Odrę”.

Zakup peletu (bo bez tego zapomnij o sumach), wypożyczenie sprzętu i nad rzekę. W tym roku podobno Ebro ma wyjątkowy niski stan wody co spowodowane jest słabą zimą – tak przynajmniej twierdzili lokalni przewodnicy. Po raz pierwszy mam odczyniania z wędkami o gramaturach 250-1000g wyrzutu. Plecionka 0,60 mm, lub 0,80 mm – wyglądała niczym sznur do prania. Kolejna niespodzianką było wywożenie peletu, oraz całych zestawów łódką. Przewodnik od razu wskazał mi najgłębsze miejsca w których sumy mają kryjówki.

Przez cały pobyt temperatura dawała się niemiłosiernie we znaki ,w dzień ponad 30 a w nocy około 20 stopni. Nie to było jednak najważniejsze Do mich sumowych zestawów dołożyłem jeszcze gruntówkę z jednym peletem na karpia. Zresztą zestawy na Ebro to odrębna historia. Na pierwsze brania nie trzeba było długo czekać. Pierwszy sum walczył ok. 45 minut. To pierwszy mój wąsacz z Ebro – 211 cm!!! – Nie mogłem uwierzyć ! A to nie koniec – kolejne dwa sumy biorą tak mniej więcej co trzy godziny. Nad ranem pobijam swój osobisty rekord – sum mierzy 242 cm!!!. Próbowaliśmy go zważyć ale nasza waga doszła 70 kg i koniec skali – errror!! Do tego dołożyłem dwa karpie po 8 kg i 11 kg. Ebro jest cudowne, nieprzewidywalne a co warto powiedzieć dostępne już za naprawdę niewielkie pieniądze.

W przyszłym miesiącu tam wracam – kończy Borysiewicz

Zobacz oryginalny artykuł